czwartek, 30 marca 2017

Heartbeat 3

 Długo się zbierałam, wiem.
Ale w końcu się zebrałam. 
Wiem też, że to nie na to opowiadanie czekacie najbardziej, o ile wgl jeszcze czekacie, bo jednak dwa lata to dwa lata.
Pamiętam o Idei, nigdy nie zapomnę. Pamiętam o całej zgrai Gwiezdnych Łez i całej reszcie moich dzieci.
Dokończę ich historie choćby się waliło i paliło, choćby skały srały, dokończę i już.
Tych, którzy wrócili witam z powrotem, a do wszystkich zbłąkanych:
witam w gwiezdnym legionie.

 +++

Odbijające się od ścian wesołe okrzyki i śmiech dzieci, rozbrzmiewały w jednej z paru niewielkich sal przedszkola. Maluchy zajmowały się sobą w małych grupkach. Układały grzecznie klocki, bawiły się w dom, niektórzy ganiali za sobą, zwalniając odrobinę, gdy jeden z opiekunów pojawił się w zasięgu wzroku.
Pokój wypełniony był dziecięcym chichotem i piskami ekscytacji. Każdy kąt aż promieniował ciepłem i beztroskim szczęściem. Każdy oprócz tego schowanego za małą dębową szafką, której półki po brzegi zapełnione były przez pudełka z klockami. Między ścianą a meblem siedział skulony chłopiec płaczący cicho na tyle, by wśród natężenia wesołych dźwięków szloch był niemal niesłyszalny.
- Filip, wiesz gdzie jest Suga? - młoda kobieta kucnęła, by być wzrokiem na poziomie chłopca. - Nie mogę go znaleźć.
Blondynek zerknął w stronę poukładanych na półkach pojemników z lego, lecz zaraz wrócił wzrokiem do opiekunki i uprzednio wzruszając ramionkami, odszedł do reszty przedszkolaków, teraz zabierających się do zjedzenia pierwszego dania.
Przedszkolanka wstała i westchnęła.
"Znowu to samo?" - pomyślała patrząc w kierunku niewielkiej szpary, na tyle dużej by zmieściło się w niej małe dziecko i na tyle małej, by nikt nie wziął jej za potencjalną kryjówkę.
- Pomogłabyś mi usadzić chłopców? - usłyszała i spojrzała na swoją współpracownice z lekkim zmęczeniem.
- Zaraz - ponownie westchnęła i wskazując głową na szereg szafek dodała - Muszę wyciągnąć Sugę.
- Znowu? - zapytała, a w odpowiedzi usłyszała kolejne ciężkie westchnienie.- Okej, idź. Jakoś sobie poradzę. - powiedziała w końcu i odwróciła się w kierunku zgrai małych rozrabiaków - Dobra, chłopaki i dziewczyny, ostatni na swoich miejscach nie dostają deseru.
Gdy oddaliła się od stolików, tym samym oddalając się od epicentrum hałasu, jej uszy dobiegło pociąganie nosem i rozdzierający duszę, tłumiony płacz.
Kobieta przechyliła się przez szafkę i tak jak się spodziewała, zobaczy za nią trzęsącego się, skulonego w kłębek chłopca.
- Suga, co się stało? - maluch słysząc nad sobą zmartwiony głos zamarł w bezruchu. - Ktoś ci dokuczał? - odpowiedziało jej ciche zawodzenie i prawie niezauważalne skinięcie głową. - Powiesz mi kto? - wciąż nie podnosząc głowy, chłopiec pokręcił przecząco głową i pociągnął nosem. Przedszkolanka stłumiła w sobie chęć by ponownie westchnąć. - Jeśli chcesz - zaczęła ostrożnie - mogę ci powiedzieć w sekrecie, jak sprawić, żeby każdy kto robi ci krzywdę przestał i natychmiast przeprosił.
Na te słowa chłopiec powoli uniósł główkę, ukazując opiekunce duże, podpuchnięte oczy i mokre od łez policzki.
- Chce. - powiedział cicho, przecierając oczka wierzchem dłoni. Opiekunka uśmiechnęła się lekko. Udało jej się przykuć uwagę chłopca.
- Spójrz tej osobie prosto w oczy i powiedz bardzo, bardzo wyraźnie 'Przestań, robisz mi krzywdę!'. To bardzo ważne, żebyś mówił głośno i pewnie.
- I to pomoże? - maluch zapytał, pociągając głośno nosem.
- Na pewno.
Z wolna piski ekscytacji przerodziły się w rozdzierający płacz, niewinny chichot przybrał formę gniewnego krzyku i pijackiego bełkotu. Kolorowa ściana przedszkola, stała się bura, pokryta plamami grzyba.
Powietrze nieprzyjemnie kręciło w nosie wilgocią, brudem i pleśnią. Wszystko to mieszało się z wyczuwalną wręcz starością kanapy, w miejscu której jeszcze chwilę temu stała szafka wypełniona zabawkami. Chłopiec uwięziony między odpadającym tynkiem, a powycieranym obiciem tapczanu z przerażeniem uniósł wzrok.
Pochylająca się nad nim uśmiechnięta twarz młodej przedszkolanki rozmazała się, rozlała, przybierając groteskowy grymas rechoczącego upiora.
W miejscu opiekunki stał teraz jego ojczym. Oddychał ciężko, mieszając smród powietrza z odorem wypitego przez siebie alkoholu.
Nagle opuchnięta i pokryta nabrzmiałymi żyłami dłoń chwyciła pewnie garść jego włosów i brutalnie uniosła do góry.
Przeraźliwy, mrożący krew w żyłach płacz nie ustawał i wtedy chłopiec zdał sobie sprawę, że to on płacze. Łzy płynęły strumieniami po czerwonych policzkach.
- Zamknij wreszcie mordę! - mężczyzna ryknął przepitym głosem potrząsając nim jak lalką. Chłopiec starał się uciszyć, ale przeszywający ból wyrywanych włosów skutecznie mu to uniemożliwiał. - Powiedziałem: zamknij pysk! - jego ojciec wydarł się po raz kolejny tym razem zamachując się by rzucić chłopcem o ścianę.
Przez chwilę maluch niczego nie czuł.
Dopiero gdy osunął się na podłogę ból eksplodował wywołując kolejne fale niekontrolowanego płaczu.
Bolała go twarz i głowa. Bolało zdarte od płaczu gardło. Bolało go, że tata krzyczy.
Bolało, że tata bije.
Nagle przypomniał sobie o czym powiedziała mu przedszkolanka.
Z trudem podniósł się na chwiejnych nóżkach by nagle poczuć silną dłoń zaciskającą się w żelaznym uścisku wokół jego szyi.
Pomimo strachu, który trząsł całym jego ciałem, zrównał wzrok ze spojrzeniem ojca i wziął oddech na tyle głęboki na ile pozwoliła mu zaciskająca się na jego krtani dłoń.
- Przestań tato - powiedział, miał nadzieje, pewnie. - Robisz mi krzywdę, tato, przestań!
Gdy nie dostał żadnej odpowiedzi, a nacisk dłoni delikatnie zelżał poczuł rozkwitającą w sobie dumę. Był odważny. Taki odważny.
Ojciec puścił szyję chłopca. Ten upadł na posiniaczone kolana i pomimo wciąż obecnego bólu, czuł rozkwitający na twarzy uśmiech.
Tata zaraz przeprosi. Zaraz. Za moment.
Malec uniósł opuszczoną głowę by spojrzeć na stojącego przed nim mężczyznę. Nie zdążył jednak napotkać jego spojrzenia, bo zaraz na jego twarzy wylądowała otwarta dłoń z siłą, która spokojnie powaliłaby dorosłego człowieka, o dziecku nie wspominając. Upadł na zimną posadzkę. Zanotował, że jego głowa odbiła się od podłogi parę razy, ale już tego nie poczuł.
- Co żeś szczylu powiedział? - usłyszał nad sobą.
Nie był w stanie odpowiedzieć, z jego ust wydobył się jedynie rozdzierający serce szloch.
Gdy ojciec kopnął go w brzuch, poczuł jak powietrze uchodzi mu z płuc.
- Ja cię nauczę bękarcie pyskowania! Nauczę cię!
Kolejne uderzenie wycelował w twarz.
+++
Suga wyrwał się ze snu, jakby wynurzał się spod powierzchni wody. Mokre od potu i łez włosy kleiły mu się do twarzy, a przepocona koszulka przyległa do ciała niczym druga skóra. Łapał zachłannie powietrze starając się uspokoić.
 Znowu?
To był pierwszy i ostatni raz w życiu gdy starał się być odważny. Pęknięty oczodół i złamane żebro to lekcja dość łatwa do zapamiętania.
Ojczym wpadał w złość często, z byle powodu. Po paru puszkach najtańszego piwa z pobliskiego alkoholowego wpadał w złość częściej i z jeszcze błahszych powodów. W sumie nie było łatwo go nie zezłościć.
Chłopak usiadł na łóżku. Koszmar, a raczej koszmarne wspomnienie było tylko jednym z wielu.
Za wielu.
Siedząc starał się przypomnieć sobie coś dobrego. Coś co rozwiałoby upiory przeszłości.
Chciał przypomnieć sobie mamę. Jej łagodną twarz, delikatne dłonie i ciepły głos. Mama pachniała świeżym chlebem z piekarni, w której pracowała i tym czym pachną tylko mamy - czystą miłością. Była prawdziwym wirtuozem bajek na dobranoc. Była dobrą, opiekuńczą i kochającą kobietą, ale właśnie takich ludzi życie nam zabiera. Zabiera ich za szybko, zbyt gwałtownie, niespodziewanie.
Rak to ciężka choroba. Pojawia się znikąd i upodla, obdziera z godności. Człowiek pełen życia, wiotczeje jak usychający kwiat, bo na pomoc prawie zawsze jest za późno.
Za późno było też dla jego mamy.
Tak naprawdę nie pamiętał pogrzebu, nie pamiętał trumny ani dołu, w którym zakopano jedyną osobę, której kiedykolwiek na nim zależało. Choć to może nawet dobrze.
Mama była światłem w mroku. Mama była ucieczką. Mama i jej opowieści były azylem. Jej historie o świecie, w którym istnieje człowiek kochający Sugę ponad wszystko i bezwarunkowo. O kimś, kto zaakceptuje go w całości takim jakim jest, dla którego nie będzie 'wystarczająco dobry', tylko jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Bajki o człowieku, który się nim zaopiekuje i będzie jego ostoją gdy zabraknie mamy.
Choroba zabrała ją dwanaście lat temu, a osoba która miała być jego schronieniem znęcała się nad nim od dwóch.
Nigdy w życiu nie miał z górki i nie zapowiada się żeby w najbliższym czasie miałoby być inaczej. Wręcz przeciwnie, znając jego szczęście będzie tylko gorzej.

+++

Do szkoły wszedł jak zwykle wejściem dla pracowników. Jak zwykle zdjął przetartą jeansową kurtkę i jak zwykle chciał zostawić buty zaraz przy wyjściu, lecz w drzwiach stał ktoś kogo tam zwykle nie było. Rudowłosy chłopak na widok Sugi skończył podpierać ścianę i stanął niemal na baczność. Jasna skóra jego twarzy zaróżowiła się lekko, a na ustach wykwitł nieśmiały uśmiech.
Zerzygam się.
- Chce porozmawiać. - Killian zrobił krok w jego kierunku.
Bez złowieszczego, lekko kpiącego uśmieszku i spojrzenia drapieżnika wyglądał prawie jak obca osoba
- O czym? - Suga cofnął się o krok kurczowo ściskając swoją torbę. Nie chciał się bać, ale to było silniejsze od niego. Jak spłoszone zwierzę szukał najszybszej drogi ucieczki.
- Oh nie, nie, nie. Nie bój się. - kat zbliżył się o kolejne dwa kroki i nerwowo przeczesał rude loki. - Ja wiem, wiem, że może nie zaczęliśmy najlepiej, ale serio chce to naprawić.
- 'Nie zaczęliśmy najlepiej?' - Suga zaśmiał się gorzko - Żartujesz?
- Posłuchaj, to co się wczoraj stało zmienia wszystko.
- Nie, to nie zmienia nic, rozumiesz? Absolutnie nic. - tym razem to on zrobił krok do przodu - Ty dalej będziesz tyranem, gwiazdą tej szkoły, dzieciakiem z bogatymi rodzicami, a ja... - urwał i przez chwilę po prostu stał nic nie mówiąc. Był zmęczony. Miał dość i chciał już do końca życia tylko spać. Zamknął oczy wziął głęboki oddech i kontynuował - Ja będę dalej sobą, chowającym się po kiblach kozłem ofiarnym. - westchnął i zdjął okulary. Przetarł oczy i westchnął ponownie. - Po prostu... po prostu zostawmy wszystko tak jak jest. - w końcu odważył się spojrzeć na Killiana. Wyraźnie posmutniał. Wyglądał jak zagubiony szczeniak, nic nie poszło po jego myśli.
Czego żeś się spodziewał? Że rzucę Ci się na szyje, zapomnę o ostatnich dwóch latach i będziemy żyli długo i szczęśliwie? Złoty chłopiec pierwszy raz w życiu ne dostał tego czego chciał. Biedak.
Żaden z nich już nic nie mówił. Kilian wydawał się przetwarzać wszystko co usłyszał i to był moment, który Suga postanowił wykorzystać do tego by się ulotnić.
Gdy wymijał wyższego od siebie chłopaka, ten złapał go za dłoń. stanowczo, ale nie agresywnie. Stali teraz bardzo blisko siebie.
Z tej odległości oczy Kiliana wydawały się być dosłownie szmaragdowe.

- Okej - rudowłosy wziął głęboki oddech - W porządku. Nie wszystko na raz. Na razie chce żebyś wiedział, że nikt nigdy Cię już nie dotknie. Nigdy. - ścisnął mocniej jego dłoń - Rozumiesz?
Jego serce zabiło mocniej a po całym ciele rozlało się przyjemne ciepło. Skinął szybko głową i wyjął rękę z uścisku.
- Tak, jasne. Na pewno. - rzucił w pośpiechu i ruszył w kierunku klasy, w której miał mieć zaraz zajęcia.
Czuł dziwny wewnętrzny spokój i gdyby nie gruba granatowa bluza wiedziałby, że jego serce bije jasnym, ciepłym światłem.