poniedziałek, 9 kwietnia 2018

No cześć

Generalnie przepraszam. 
Dużo się u mnie dzieje. Pracuje na dwa etaty, studiuje, tyje a w wolnych chwilach umieram. 
Nie ukrywam, że blog od początku był moim małym zakątkiem, do którego zawsze mogłam uciec i pomarzyć. Bardzo potrzebuje teraz takiego miejsca. Potrzebuje na chwilę uciec od wszystkiego co dorosłe i odpowiedzialne. Bedę pisać, żeby się odprężyć - możliwe że będą to takie banialuki, że nawet tego nie wstawie. Gwiezdny legion się zapewne wykruszył, pewnie została Was garstka, jeżeli w ogóle ktoś. Niczego tym razem nie obiecuje, wyrosłam trochę z pustych obietnic. Umówmy się, że jeżeli do końca tygodnia niczego nie dodam, to znaczy że znowu w życiu mi nie wyszło (hehe). 
Pozdrawiam cieplutko, Namida

1 komentarz:

  1. Hej! Czytałam właśnie książkę i przypomniało mi się o Twoim blogu, więc przyszłam sprawdzić czy wciąż pamiętam adres. Tak się cieszę że jeszcze stoi, nawet jeśli niczego nowego nie ma. Mam nadzieję że u Ciebie wszystko w porządku, że w życiu się układa, i że nie porzuciłaś zupełnie wszystkich swoich marzeń. Myślę że taka kreatywność to dobre antydotum na dzsiejsze czasy, i tęsknię za tymi latami w których czytałam Twoje opowiadania jako nastolatka i marzyłam o odwadze, żeby napisać swoje własne (ależ kogo oszukuję - wckąż marzę). Chciałam też przeprosić że tak mało się odzywałam w komentarzach, przynajmniej na początku, bo później już zrozumiałam ile komentarze mogą dla autora znaczyć. Myślę że nigdy nie zapomnę o Gwiezdnych Łzach, razem z koleżanką z gimnazjum intensywnie fangirlowałyśmy kiedykolwiek wyszedł nowy rozdział, i jestem pewna że ona dalej pamięta, nawet jeśli już nie rozmawiamy często. Więc gdzieś w głębi serca jest nas pewnie więcej niż się na papierze wydaje. Tylko ta szara codzienność nas wszystkich trochę pozjadała. Więc jeśli myślisz czasem o powrocie do pisania opowiadań, to wiedz, że ja chętnie poczytam.
    - Z najcieplejszymi pozdrowieniami, już trochę starsza fanka Twoich mentalnych kreacji. Kiedyś się chyba podpisałam jako Miauk. Ale teraz już się podpiszę jako Wiktoria :)

    OdpowiedzUsuń